SZKOŁA PAŃSTWOWA. ROK ZAŁOŻENIA 1945.

 W dniach 17-24 października 2021 odbył się drugi wyjazd w ramach projektu Erasmus+.

 

Miasto Focsani w Rumunii odwiedziły Amelia Karpińska, Milena Semmerling, Agata Radziszewska, Weronika Treppa, Matylda Molis oraz Julia Hennig wraz z nauczycielkami języka angielskiego panią Anną Skrzyńską oraz Katarzyną Byczkowską. Odwiedziłyśmy Liceum Plastyczne w Focsani a spotkali się tam z nami partnerzy z Liceum Plastycznego z miasta Plovdiv w Bułgarii.


Poleciałyśmy do obcego kraju, nie znając ludzi ani kultury. Obie te rzeczy stopniowo zmieniały się każdego dnia, gdy brałyśmy udział w aktywnościach, które dla nas przygotowano. Codziennie uczyliśmy się czegoś nowego. Szlifowałyśmy swój angielski. Odwiedzałyśmy nowe miejsca, obserwowałyśmy zwyczaje oraz nabywałyśmy wiedzę o rumuńskiej kulturze. Korzystałyśmy z ogromnej życzliwości i gościnności naszych gospodarzy, którzy dołożyli wszelkich starań, abyśmy zapamiętały Rumunię jako interesujący, piękny kraj z ciekawą kulturą oraz dobrymi ludźmi, którzy stale ją pielęgnują. Bardzo się ze sobą zżyliśmy; pożegnanie nie obyło się bez łez:). Wróciłyśmy z wieloma nowymi doświadczeniami, wielką dozą inspiracji, nowymi znajomościami oraz lekkim przeziębieniem.
Jestem niezmiernie wdzięczna!
Matylda Molis (3B)


Wyjazd do Rumunii w ramach programu Erasmus+ (Art is in the air) był dla mnie niesamowitym przeżyciem. Miałam możliwość odwiedzić kraj, którego nigdy dotąd nie miałam okazji zwiedzać.

Ramona - Rumunka, u której mieszkałam, była bardzo gościnna i opiekuńcza. Mimo, że twierdziła, że angielski nie jest jej mocną stroną, nie miałyśmy problemu, aby się między sobą dogadać. W razie potrzeby z pomocą przychodził nam tłumacz Google albo po prostu język rumuński, a nawet polski. W ten sposób dowiedziałam się, że po rumuńsku kasztan wymawia się kastan. Ramona bardzo przejęła się też moim wegetarianizmem, czego powiem szczerze bardzo się obawiałam, bo kuchnia rumuńska w dużej mierze opiera się właśnie na potrawach mięsnych. Na szczęście Ramona nie miała z tym problemu i razem ze mną nie jadła mięsa, co było bardzo miłe z jej strony.

Każdy dzień niósł za sobą nowe odkrycia i doświadczenia. Spacerowaliśmy po górach, podziwiając zapierające dech krajobrazy, aby dotrzeć do pracowni, gdzie mieszkała rodzina od pokoleń zajmująca się wykonywaniem tradycyjnych masek rytualnych. Mieliśmy okazję oglądać występ ludowego zespołu (należała do niego m. in. Ramona), podczas którego tańczono oraz śpiewano pieśni ludowe.

Szkoła zorganizowała dla nas warsztaty z tworzenia ikon i z rzeźbiarstwa. Specjalnie na nasz przyjazd uczniowie przygotowali również przedstawienie oraz koncert. Różnorodność dziedzin sztuki, z jakimi obcowaliśmy wynikała z tego, że szkoła specjalizowała się nie tylko sztukach plastycznych, ale również muzyce i teatrze.

Bardzo urzekł mnie dzień, kiedy wybraliśmy się zwiedzać zamki, które pięknie wpisywały się w malowniczy, jesienny krajobraz. Pierwszy z zamków osadzony był między górami. Z zewnątrz prezentował się bardzo sympatycznie, o ile budynek można nazwać sympatycznym. Środek był bardzo wysmakowany, pełen bogatych zdobień i przepychu, na co nie wskazywał wygląd zewnętrzny zamku. Owszem, był elegancki, aczkolwiek nie zapowiadał aż tak niesamowitego wnętrza, które wywarło na mnie ogromne wrażenie.

Drugi zaś zamek mieścił się na szczycie skały w Transylwanii i swego czasu należał do znanego i okrutnego władcy - Drakuli. Z faktu, że byliśmy tam tydzień przed obchodami Halloween, wnętrze było dodatkowo przystrojone na tę okazję, tworząc mroczny klimat, co w połączeniu z kończącym się dniem tworzyło niezapomnianą atmosferę.

Tak się złożyło, że pod koniec wyjazdu miałam swoje 18 urodziny. Był to świetny pretekst, aby dowiedzieć się jak brzmi sto lat po rumuńsku. Oczywiście nie zrozumiałam ani słowa, ale nie przeszkadzało mi to, aby cieszyć się tortem niespodzianką, który przygotowała dla mnie Ramona wraz z koleżankami. Absolutnie nie przeszło mi przez myśl, że zorganizują dla mnie ciasto i świeczki, więc niespodzianka była jak najbardziej udana. Miło spędziliśmy razem czas, siedząc w parku i jedząc tort. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam spędzić ten ważny dla mnie dzień w tak magicznym miejscu z tak wspaniałymi ludźmi.

Wróciłam do domu bardzo zadowolona z nową energią i dwiema kliszami ze zrobionymi podczas pobytu zdjęciami. To była wspaniała przygoda. Mam nadzieję, że nie jest to ostatni raz, kiedy wyjeżdżam w jakieś piękne miejsce w ramach Erasmusa.
Amelia Karpińska (3A)